Po 55 dniach oczekiwania żółto-niebiescy wracają do gry w Ekstraklasie. Na otwarcie ukończonego nareszcie w całości stadionu w Radomiu miejscowa ekipa, stanowiąca ciekawy projekt społeczny pod względem kolorytu i zróżnicowania narodowościowego we własnych szeregach, podejmie Arkowców poszukujących nowej premiery - do tej pory podopieczni Dawida Szwargi nie wygrali bowiem w tym sezonie na wyjeździe. By utrzymać się na najwyższym poziomie rozgrywkowym, w takim punktowaniu poza Gdynią musi nastąpić progres. Dlatego oba zespoły do rywalizacji w 19. kolejce podejdą z mocnym nastawieniem na nowe otwarcie: gospodarze będą mieć nadzieję na efektowny start w pełni ukończonego obiektu przy Struga 63, za to gdynianie zamierzają polować na pierwsze w tej kampanii trzy punkty w delegacji. Kto okaże się silniejszy? W piątek o 20:30 na inaugurację grania w 2026 roku Arka zmierzy się na wyjeździe z Radomiakiem Radom.
Gospodarze tej rywalizacji mają za sobą udaną rundę jesienną. Popularne ,,warchoły” zimowały na 7. lokacie w tabeli z bilansem 7 zwycięstw, 5 remisów i 6 porażek, mając jedynie 3 punkty straty do strefy pucharowej. Takie też są zresztą aspiracje radomskiego klubu na najbliższe miesiące - sprawić, by na Struga przyjechała Europa. Na razie do Radomia zjeżdża głównie Afryka - w kadrze piątkowego przeciwnika Arki znajduje się aż ośmiu zawodników z korzeniami na Czarnym Lądzie, a przecież drugie tyle piłkarzy posiada obywatelstwa krajów Półwyspu Iberyjskiego, Brazylii czy innych państw. Drużyna Goncalo Feio stanowi bardzo kolorową mozaikę narodowościową, która poza wzbudzaniem zainteresowania przez swoją różnorodność kulturową gra również nieźle w piłkę. Portugalski szkoleniowiec, znany ze swojej ekscentryczności i wyrazistości, na stanowisku sternika zespołu zmienił swojego rodaka Joao Henriquesa w końcówce października. Od tamtego momentu zanotował w lidze bilans 3 zwycięstw, 1 remisu i 1 porażki. Tchnął nową energię w piłkarzy, zmotywował ich i narzucił wysoką dyscyplinę taktyczną. W przerwie zimowej Radomiak przygotowywał się do rozgrywek w portugalskim Moncarapacho. Przy Struga w tym czasie pojawił się tylko jeden nowy gracz - doskonale znany kibicom Ekstraklasy z występów w Legii 29-letni brazylijski ofensywny pomocnik Luquinhas, który ostatni okres spędził w portugalskim CD Santa Clara. Poza sprowadzeniem jednego ze swoich piłkarskich ulubieńców Feio będzie na wiosnę szył z tego, co już w Radomiu zastał. Numerem jeden między słupkami ,,warchołów” pozostanie więc Filip Majchrowicz. Linię obrony prawdopodobnie utworzą w piątek Ze Ouattara, Steve Kingue, Adrian Dieguez i najważniejszy zawodnik radomian Jan Grzesik (6 goli i 5 asyst w tym sezonie bocznego obrońcy), choć w sparingach często na lewej flance defensywy występował Josh Wilson-Esbrand, więc nie można wykluczyć, że Anglik z obywatelstwem jamajskim dostanie swoją szansę również w lidze, a Grzesik w takim wypadku rozpocząłby mecz na prawym skrzydle. Podstawową ,,szóstką” Radomiaka w rundzie jesiennej był Ibrahima Camara, ale miał on w ostatnich tygodniach problemy osobiste - przy czym używamy tutaj sporego zawoalowania tematu, biorąc pod uwagę, że Gwinejczyk był oskarżony o przestępstwo seksualne. Piłkarz opuścił już areszt i wrócił do treningów z drużyną, ale z powodu wiszących nad nim zarzutów nie miał prawa opuszczać kraju i nie poleciał z zespołem do Portugalii. Wiele wskazuje więc na to, że miejsce Camary zajmie Michał Kaput, Christos Donis albo Romario Baro. Wyżej jesienią instalowali byli Roberto Alves (3 gole i 3 asysty w tej kampanii) i mózg drużyny Rafał Wolski (7 asyst doświadczonego środkowego pomocnika w trwających rozgrywkach), ale spodziewamy się, że w tym rejonie Feio będzie chciał umieścić Luquinhasa, co kosztowałoby miejsce w składzie prawdopodobnie Alvesa. Prawdziwy ogień płonie jednak dopiero w radomskim tercecie ofensywnym - na skrzydłach pojawią się w piątek Elves Balde (4 bramki piłkarza z Gwinei Bissau) i najszybszy człowiek na ziemiach polskich Capita Camepba (5 trafień Angolczyka), którzy będą dogrywać piłki w kierunku Mauridesa (6 goli i 3 ostatnie podania Brazylijczyka w tym sezonie). A przecież do wyjściowej jedenastki pukają jeszcze Vasco Lopes czy Abdoul Tapsoba - Radomiak w ofensywie prezentuje się niebywale mocno, co zresztą znajduje oparcie w liczbach. Gospodarze piątkowej rywalizacji mogą się pochwalić drugim najskuteczniejszym atakiem w lidze, strzelili już 35 goli i mają apetyt na kolejne. Do tego trzeba podkreślić, że podopieczni Feio są klasycznym zespołem własnego boiska - aż 20 punktów spośród 26 wywalczonych ogółem ugrali przy Struga 63. Na swoim obiekcie ich bilans opiewa na 6 zwycięstw, 2 remisy i tylko 1 porażkę (z Jagiellonią). Piątkowa konfrontacja będzie dodatkowo wielką premierą stadionu ukończonego już w całości, z kompletem trybun i wpuszczeniem kibiców gości - Arka będzie pierwszą ekipą wyjazdową od siedmiu lat, która zasiądzie w sektorze dla przyjezdnych w Radomiu. Przed podopiecznymi Dawida Szwargi ciężki orzech do zgryzienia. ,,Warchoły” dysponują szalenie mocnymi skrzydłami i mamy tu na myśli zarówno bocznych pomocników, jak i obrońców podłączających się do ofensywy. Po stronie radomian stoi dynamika, szybkość, energetyczność, wyszkolenie techniczne czy warunki fizyczne - siła środkowych defensorów i zwrotność graczy przedniej formacji. Trzeba będzie błyskawicznie kasować szarże skrzydłowych gospodarzy, najlepiej jeszcze w okolicy linii środkowej. Kluczowa będzie odpowiedzialność z piłką przy nodze i pilnowanie, by nie stracić futbolówki w fazie ataku, bo kontry mogą okazać się zabójcze. Do tego trzeba dołożyć walkę, ambicję i stojące na odpowiednim poziomie cechy wolicjonalne, co może okazać się szczególnie istotne w trudnych warunkach pogodowych - w piątkowy wieczór w Radomiu temperatura osiągnie wartości syberyjskie. Ku pokrzepieniu serc w przedmeczowych predykcjach wspomnimy jednak również o tym, że tak samo, jak dużo Radomiak strzela, tak też sporo bramek wpada do sieci Majchrowicza - do tej pory taka sytuacja miała miejsce 30 razy. To pokazuje, że nie można się bać atakować.
Nawet, jeśli samemu ma się do dyspozycji najsłabszą ofensywę w lidze - przez całą rundę jesienną Arka kierowała futbolówkę do bramki jedynie 15 razy. Do tego dochodzi aspekt trzeciej najgorszej formacji obronnej (aż 32 stracone gole) i przede wszystkim posucha wyjazdowa - gdynianie są jedynym klubem w elicie, który nie zdołał dotychczas zwyciężyć poza własnym terenem, w delegacjach legitymując się bilansem 1 remisu i 8 porażek, w bramkach 2:23. Dostrzegamy zatem całkiem sporo przestrzeni do reperowania niekorzystnych statystyk. Mimo tak przytłaczających liczb żółto-niebiescy zimowali na 12. pozycji w tabeli - choć przewaga nad strefą spadkową wynosi zaledwie jedno oczko. By odgonić jesienne demony, drużyna Dawida Szwargi pracowała w styczniu na zgrupowaniu w tureckiej Larze, były też sparingi z zagranicznymi rywalami. Wśród kibiców jednak utrzymuje się duża doza niepokoju. Entuzjazm związany z nową rundą i świeżymi nadziejami mieszał się z obawami, które pojawiały się wskutek niespecjalnie efektownego okienka transferowego. Z klubu odeszli zimą Diego Percan, Julien Celestine, Hide Vitalucci i Przemysław Stolc, robiąc miejsce w kadrze na nowe nabytki, tymczasem wszystko, co udało się zdziałać Veljko Nikitoviciowi, to wolny transfer Vladislavsa Gutkovskisa, zapłacenie Śląskowi za będącego jesienią w tragicznej formie Serafina Szotę oraz wyłożenie kolejnej niemałej kwoty za przedwczesne ściągnięcie z wypożyczenia do Sokoła Kleczew Oskara Kubiaka. Do tego doszły w ostatnich tygodniach męczące dla kibiców przeciągłe telenowele: ta związana z transferem Ariela Mosóra z Rakowa Częstochowa i ta z ucieczką Nikitovicia do Motoru Lublin za kilka miesięcy. Mamy jednak nadzieję, że wszystkie te niepokoje odejdą od gdynian wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego Jarosława Przybyła przy Struga. Arkowcy przygotowują się do tej rywalizacji od poniedziałku na murawie pod pneumatycznym balonem w Łęcznej. Żółto-niebiescy nigdy dotychczas nie wygrali w Radomiu, ale inna sprawa, że Radomiak też dokonał tego… tylko raz - ogólny bilans spotkań między obiema drużynami wynosi bowiem 2 zwycięstwa Arki, 7 remisów i 2 triumfy ,,warchołów”, a w przypadku meczów rozgrywanych w województwie mazowieckim mówimy tu o 4 podziałach punktów i 1 wygranej ekipy ze Struga 63. Mamy więc do czynienia z wyrównaną rywalizacją. Do piątkowej rywalizacji podopieczni Szwargi przystąpią bez Dominicka Zatora pauzującego za czerwoną kartkę z meczu z Rakowem. Powrót do Radomia z pewnością wywoła emocje w Dawidzie Abramowiczu, który barwy Radomiaka reprezentował przez 4,5 roku. W rundzie jesiennej właśnie ten zawodnik strzelił pierwszego gola dla Arki w tym sezonie, a spotkanie przy Olimpijskiej zakończyło się remisem 1:1 - choć doskonale pamiętamy, że Karol Arys w duecie z przebywającym na VAR Szymonem Marciniakiem ukradli gdynianom gola Michała Marcjanika. Walka o utrzymanie rozpocznie się w piątek na całego. Trzeba zainaugurować ją mocnym akcentem i punktować od pierwszego meczu w tym roku.
Wyjazdowa bessa Arkowców w drugiej połowie poprzedniego roku kalendarzowego była okrutną hańbą, ale do nowego rozdziału piłkarze żółto-niebieskich podchodzą z carte blanche, białą kartą. Tylko od nich zależy, jak ją zapiszą. W tym momencie można zapomnieć o cierpieniach jesiennych i rozpocząć piękną drogę pokonywaną z dumą, z podniesioną głową. By to zrobić, potrzebna będzie rycerska waleczność, zadziorność i nieustępliwość w walce o każdy metr murawy. My jednak deklarujemy pomoc dla żółto-niebieskich gorącym dopingiem - zarówno w Radomiu, jak i przez całą rundę. Co mecz krew na butach, o mistrza macie grać - choćby nie wierzył nikt, w drodze na ligi szczyt!